jeszcze cztery dni i znów będę tam, gdzie byłam taka szczęśliwa, gdzie nawet zapomne o tych trzech lekarzach dziennie, z którymi tak długo musiałam się tu użerać, którzy tak późno doszli do tego, co mi naprawdę dolega. choroba genetyczna wcale nie jest taka groźna, jakby się mogło wydawać, ale hiszpańskiego wina jeszcze długo (o ile w ogóle) się nie napiję. za to będzie wolność, nagość i jedzenie. jeszcze nie odespałam trzech-lat-hiszpańskiego-w-miesiąc, przymusu opluwania mojego ulubionego autora feministyczną śliną, i absolutnie bezsensownym wymyślaniem jakiejś unheimliche geschichte, żeby tylko przeżyć swój ostatni w życiu dzień z językiem niemieckim. odeśpię w moim mikropokoju na najtańszym materacu z ikei, z tansseksualistą za ścianą i po późnym obiedzie.
pieprzyć. za dużo się już napłakałam.
|
::out of myself:: baś jaba mali i mali hon ptaq katz flor osina musk micola żelka ::light shines in the darkness:: pvek gg czerska wt capka rys tapczan gleba mihau oni ::maybe i only try:: dev poo fc riverside ::voices in my head:: riverside lunatic soul anathema pearl jam tori ray pj alice in chains porcupine tree current 93 sinead bardo pond paatos jeff buckley bjork russian red archive tool & apc sistars my dying bride nick cave antimatter the gathering alanis mad season janis led zeppelin ::ok:: bursa stachura wojaczek king harley ireland travis pracOFFnia shakespeare python
|